Niedziela, 30 listopada 2025
Kryminalne

Miesiącami szukali Sebastiana. Sprawcy szukali razem z nimi

Sebastian chciał pomóc nieletniej dziewczynie. Zapytał, dlaczego ją ukrywają. Zabiły go za to. Potem przez 4 miesiące udawali, że go szukają. Sąd wydał wyrok: 10 i 12 lat więzienia.

Miesiącami szukali Sebastiana. Sprawcy szukali razem z nimi
Oceń artykuł:

Myszyniec, mała miejscowość w województwie mazowieckim, stał się sceną tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. 13 lipca 2024 roku zaginął 28-letni Sebastian G., sumienny pracownik i troskliwy sąsiad. Przez cztery miesiące setki osób - policjanci, strażacy, wolontariusze - przeszukiwały ponad 650 hektarów terenu, próbując odnaleźć choćby ślad zaginionego mężczyzny. Prawda okazała się jeszcze bardziej przerażająca: wśród poszukujących byli również ci, którzy wiedzieli, gdzie leży ciało Sebastiana. Bo to oni go tam złożyli.

W listopadzie 2024 roku przyszedł przełom. Zatrzymano dwóch mężczyzn: 22-letniego Damiana S. i 27-letniego Mateusza T. To oni wskazali miejsce, gdzie zakopali zwłoki Sebastiana. Motyw zbrodni okazał się absurdalny w swojej banalności - Sebastian zapytał jednego ze sprawców, dlaczego ukrywa u siebie nieletnią dziewczynę. Nie chciał awantury, chciał po prostu pomóc dziecku. To wystarczyło, by stracić życie. Sąd Okręgowy w Ostrołęce wymierzył sprawcom kary 10 i 12 lat więzienia, a sędzia w uzasadnieniu nie pozostawiła złudzeń: "Żadnej skruchy. Zero odpowiedzialności".

Zniknięcie Sebastiana - lipcowy wieczór, który zmienił wszystko

13 lipca 2024 roku miał być zwykłym, letnim wieczorem w Myszyńcu. Sebastian G., 28-letni mężczyzna, wrócił do domu rodzinnego, by spędzić czas z bliskimi. Tego dnia rodzina zorganizowała grilla - typowe letnie spotkanie, które miało być miłym wspomnieniem. Sebastian był w dobrym nastroju, spędzał czas ze znajomymi, śmiał się i rozmawiał. Gdy wieczór dobiegał końca, jak przystało na dobrego gospodarza, odprowadzał swoich gości.

To był ostatni moment, kiedy widziano go żywego.

Gdy Sebastian nie wrócił do domu i nie nawiązał kontaktu z rodziną, jego bliscy natychmiast zorientowali się, że coś jest nie tak. 28-latek zawsze informował bliskich o swoich planach i miejscu pobytu. Jego nagłe zniknięcie było kompletnie nietypowe i nie pasowało do jego dotychczasowego zachowania. Zaniepokojona rodzina nie zwlekała - Sebastian został zgłoszony jako osoba zaginiona.

Rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Funkcjonariusze policji, strażacy, ratownicy i wolontariusze przeczesywali okoliczne tereny, lasy i водоемы. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że prawda o tym, co stało się z Sebastianem, okaże się przerażająca, a sprawcy jego zniknięcia będą uczestniczyć w poszukiwaniach razem z zrozpaczoną rodziną.

Cztery miesiące kłamstwa - sprawcy szukali razem z rodziną

Przez cztery długie miesiące rodzina i bliscy Sebastiana przeczesywali okolicę w desperackiej nadziei na odnalezienie zaginionego mężczyzny. Akcja poszukiwawcza przybrała ogromne rozmiary - przeszukano ponad 650 hektarów terenu, w tym obszary leśne, pola oraz pobliską rzekę. W działania zaangażowane były profesjonalne służby ratunkowe, policja oraz setki ochotników, którzy nie szczędzili sił, by pomóc w odnalezieniu Sebastiana.

Najbardziej przerażającym aspektem tej tragedii było to, że wśród osób biorących udział w poszukiwaniach znajdowali się Damian S. i Mateusz T. - ci sami mężczyźni, którzy doskonale wiedzieli, gdzie spoczywa ciało ofiary. Przez cały ten czas, patrząc w oczy zrozpaczonej rodzinie, udawali zaniepokojonych i pomocnych. Brali aktywny udział w akcji, rozmawiali z bliskimi zaginionego, współczuli - a wszystko to było jednym wielkim, cynicznym kłamstwem.

Przez 124 dni ukrywali straszliwą prawdę o miejscu pochówku Sebastiana. To nie tylko zatajenie przestępstwa, ale także szczególne okrucieństwo wobec rodziny, która każdego dnia żyła w niepewności i męczącej nadziei. Sprawcy świadomie obserwowali cierpienie bliskich ofiary, nie okazując najmniejszej skruchy ani chęci przyznania się do winy.

Przełom w listopadzie - zatrzymanie i przyznanie się

W listopadzie 2024 roku śledczy dokonali przełomu w sprawie zaginionego Sebastiana. Zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy okazali się być ostatnimi osobami widzianymi z młodym mężczyzną przed jego zniknięciem. To, co najbardziej wstrząsnęło opinią publiczną, to fakt, że podejrzani przez cały czas brali udział w poszukiwaniach, udając zrozpaczonych znajomych ofiary.

Po zatrzymaniu i przeprowadzeniu intensywnych przesłuchań, mężczyźni w końcu załamali się i przyznali do winy. Co kluczowe dla śledztwa - wskazali dokładne miejsce, gdzie ukryli ciało Sebastiana. Była to leśna polana, oddalona od uczęszczanych szlaków, która przez wiele miesięcy stanowiła świadectwo ich zbrodni.

Zwłoki młodego mężczyzny zostały odnalezione w lesie, dokładnie w miejscu wskazanym przez sprawców. Dla rodziny Sebastiana był to koniec miesięcy niepewności i desperackich poszukiwań, ale jednocześnie potwierdzenie najgorszych obaw. Zatrzymanie podejrzanych i odnalezienie ciała pozwoliło w końcu na wszczęcie formalnego postępowania karnego, które miało ujawnić pełen obraz tragedii i doprowadzić do wymierzenia sprawiedliwości.

Absurdalny motyw zbrodni - chciał pomóc dziecku

To, co Sebastian zrobił tamtego tragicznego dnia, było zwykłym ludzkim odruchem - chciał pomóc. Kiedy dowiedział się, że nieletnia dziewczyna uciekła z domu, postanowił zareagować. Córka jego znajomej przebywała w mieszkaniu Damiana S., co wzbudziło jego uzasadniony niepokój. Jako odpowiedzialny człowiek nie mógł pozostać obojętny na los zaginionego dziecka.

Sebastian udał się do mieszkania i zapytał Mateusza wprost, dlaczego ukrywa nieletnią. Nie szedł tam z zamiarem wywołania konfliktu czy awantury. Chciał po prostu pomóc - zarówno dziewczynie, jak i jej zrozpaczonej matce. Nie podejrzewał, że to pytanie kosztuje go życie.

To wystarczyło, by go zabili. Zwykła troska o los dziecka, chęć naprawienia złej sytuacji i sprowadzenia nastolatki do domu - te szlachetne pobudki stały się wyrokiem śmierci dla 37-letniego mężczyzny. Absurdalność motywu zbrodni budzi przerażenie. Sebastian nie zrobił nic złego, a mimo to stał się ofiarą bestialskiego morderstwa. Zapłacił najwyższą cenę za swoją uczciwość i chęć niesienia pomocy, co jeszcze bardziej podkreśla potworność czynu popełnionego przez sprawców.

Brutalne pobicie - uderzali, aż przestał się ruszać

Damian S. i Mateusz T. działali wspólnie i w porozumieniu podczas tragicznej nocy, która zakończyła się śmiercią Sebastiana. Obaj mężczyźni bili swoją ofiarę pięściami w głowę, szyję i górną część tułowia z bezwzględną brutalnością. Atakujący nie poprzestali na pojedynczych ciosach - zadawali je seryjnie, doprowadzając do momentu, w którym Sebastian upadł na ziemię i przestał dawać oznaki życia.

Szczególnie porażające w tej sprawie jest to, co działo się po ataku. Według ustaleń sądu, Sebastian umierał, a sprawcy zamiast wezwać pomoc, pili alkohol. Ta bezczynność i obojętność wobec życia drugiego człowieka pokazuje skali moralnego upadku oskarżonych. Zamiast ratować umierającego, kontynuowali libację, jakby nic się nie stało.

Gdy zdali sobie sprawę z konsekwencji swoich działań, podjęli próbę zatarcia śladów zbrodni. Ciało Sebastiana zostało zakopane w lesie, gdzie miało pozostać ukryte przed wymiarem sprawiedliwości. Co więcej, przez następne miesiące, gdy rodzina i bliscy desperacko poszukiwali zaginionego mężczyzny, Damian S. i Mateusz T. cynicznie brali udział w poszukiwaniach, zachowując pozory niewinności i współczucia.

Proces - dwie postawy, jedna zbrodnia

Jesienią 2025 roku w Sądzie Okręgowym w Ostrołęce rozpoczął się proces, który miał przynieść odpowiedzi na pytania nękające rodzinę Sebastiana od wielu miesięcy. Na ławie oskarżonych zasiedli Damian S. i Mateusz T., oskarżeni o zabójstwo mężczyzny, którego bliscy desperacko poszukiwali, nie wiedząc, że sprawcy uczestniczyli w akcji poszukiwawczej.

W sali sądowej ujawniły się dwie skrajnie różne postawy oskarżonych. Damian S. od pierwszych przesłuchań przyznawał się do winy. Mówił wszystko, szczegółowo opisując przebieg wydarzeń tamtej tragicznej nocy. Jego zeznania stały się kluczowym elementem postępowania. Z kolei Mateusz T. konsekwentnie zaprzeczał oskarżeniom, prezentując własną wersję wydarzeń. Twierdził, że w czasie popełnienia zbrodni przebywał z wujkiem, spożywając alkohol.

Sąd postanowił przesłuchać kluczowego świadka alibi - wujka oskarżonego. Wówczas okazało się, że mężczyzna nie żyje, co uniemożliwiło weryfikację zeznań Mateusza T. Ta informacja znacząco osłabiła linię obrony oskarżonego.

Proces rozgrywał się między dwoma światami - z jednej strony ławy zajmowała zrozpaczona rodzina Sebastiana, z drugiej siedzieli dwaj mężczyźni odpowiedzialni za jego śmierć. Napięcie w sali sądowej było niemal namacalne podczas każdej rozprawy.

Wyrok: 10 i 12 lat więzienia. Żadnej skruchy

27 listopada 2025 roku Sąd Okręgowy w Ostrołęce wydał wyrok w głośnej sprawie zabójstwa Sebastiana. Damian S. został skazany na 10 lat pozbawienia wolności, natomiast Mateusz T. otrzymał surowszy wyrok - 12 lat więzienia. Różnica w wymiarze kary wynikała z faktu, że Mateusz T. nie przyznał się do winy, co zostało uznane przez sąd za okoliczność obciążającą.

Obaj mężczyźni zostali skazani na podstawie art. 158 § 3 k.k., który dotyczy pobicia ze skutkiem śmiertelnym. To jeden z najcięższych zarzutów w polskim kodeksie karnym, przewidujący karę od 2 do 15 lat pozbawienia wolności.

Sędzia w uzasadnieniu wyroku nie pozostawił wątpliwości co do postaw oskarżonych. "Żadnej skruchy. Zero odpowiedzialności" - podkreślił, wskazując na całkowity brak refleksji sprawców nad konsekwencjami swoich czynów. Szczególnie bulwersujący był fakt, że przez miesiące uczestniczyli oni w poszukiwaniach Sebastiana, udając przed rodziną i znajomymi zmarłego, że również są zaniepokojeni jego zniknięciem.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrońcy oskarżonych mają prawo wnieść apelację do sądu wyższej instancji, co może wydłużyć postępowanie sądowe.

Sebastian chciał pomóc. Zapłacił za to życiem

Sebastian był wzorowym pracownikiem. 28-latek nigdy nie sprawiał problemów, zawsze był punktualny i odpowiedzialny. Kiedy pewnego dnia nie pojawił się w pracy i nie odebrał telefonu, wszyscy wiedzieli, że stało się coś złego. To nie w jego stylu było znikać bez słowa, bez wyjaśnienia.

Tragedia rozegrała się, gdy młody mężczyzna postanowił wkroczyć w sytuację dotyczącą nieletniego dziecka. Chciał wyjaśnić sprawę, pomóc, zrobić to, co uważał za słuszne. Ta ludzka troska i chęć niesienia pomocy kosztowała go najwyższe możliwe - własne życie. Sebastian nie mógł przewidzieć, że jego dobre intencje doprowadzą do tak dramatycznego finału.

Sprawa śmierci młodego człowieka wstrząsnęła całą Polską. Szczególnie szokująca była absurdalność motywu zbrodni - zwykła chęć pomocy przekształciła się w tragedię, która pozostawiła po sobie zrozpaczoną rodzinę i wstrząśniętą społeczność.

Dziś rodzina Sebastiana wciąż czeka na ostateczną sprawiedliwość. Choć wyrok już zapadł, może on zostać zaskarżony, co oznacza, że bliscy zamordowanego mężczyzny muszą dalej żyć w niepewności. Walczą o to, by pamięć o Sebastianie nie została zapomniana, a sprawcy ponieśli pełną odpowiedzialność za swój czyn.

Podsumowanie

Artykuł opisuje dramatyczną historię poszukiwań Sebastiana, którego zaginięcie przez wiele miesięcy pozostawało niewyjaśnione. Szczególnie szokującym elementem tej sprawy był fakt, że sprawcy odpowiedzialni za los młodego człowieka aktywnie uczestniczyli w akcji poszukiwawczej, udając zaniepokojonych i pomocnych. Ta cyniczna postawa miała na celu odwrócenie uwagi od ich rzeczywistej roli w sprawie.

Historia ukazuje nie tylko tragedię rodziny poszukującej bliskiej osoby, ale również manipulację i dwulicowość sprawców, którzy przez długi czas potrafili ukrywać swoją winę, pozorując współczucie i zaangażowanie w poszukiwania. Przypadek ten stanowi przykład szczególnie perfidnego działania przestępczego, w którym oprawcy bezpośrednio kontaktowali się z poszkodowanymi.

Źródło: Super Express

Podobał Ci się artykuł?

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz