BLOG

Maltretowanie dziecka zgodnie z regulaminem

Kiedy dziecko pozostaje w rękach nieodpowiedzialnych dorosłych na pewno, prędzej czy później, wydarzy się tragedia. W tej historii, pomiędzy rozwodem nieudanego małżeństwa i ojcowskim zaniedbaniem, pojawiają się despotyczna konkubina i lata maltretowania, a dziecko traci życie.

 

Kilkuletni Daniel Litwiniuk

 

Daniel Litwiniuk przyszedł na świat we wrześniu 1974 roku, cztery miesiące po ślubie Jana i Barbary. Para zamieszkała w domu rodzinnym mężczyzny, ale nie wytrzymali tam długo. Od początku pożycia mąż był agresywny wobec żony. W sądzie zeznawała, że zimą 1975 roku, po pobiciu uciekała przez las z maleńkim Danielem w wózku. Ostatecznie przenieśli się do rodziców kobiety, gdzie jeden pokój zajmowało kilka osób.

 

Romans

 

Jan w tym czasie studiował na Politechnice Warszawskiej, gdzie jesienią 1975 roku poznał koleżankę z grupy studenckiej Renatę K. Choć oficjalnie mężczyzna nadal był żonaty, a kobieta była panną z katolickiego domu, nawiązali ze sobą romans. Para zamieszkiwała ten sam akademik „Mikrus”.

 

Akademik Politechniki Warszawskiej “Mikrus”

 

W styczniu 1976 roku urodziła się córka Edyta, ale Jan nie interesował się już rodziną. Barbara była zmuszona więc wystąpić o alimenty sądownie. Mężczyzna został zobowiązany do płacenia 350 zł na każde dziecko. Renata, jak zeznawała później przed sądem, nie chciała rozbijać małżeństwa, więc zakończyła romans po roku.

We wrześniu 1977 roku Jan zadzwonił do byłej kochanki z prośbą o pomoc w wychowaniu syna – małżeństwo z Barbarą zakończyło się rozwodem i podziałem opieki nad dziećmi. Mężczyzna dostał pod opiekę czteroletniego Daniela, a córka została z matką. Renata natychmiast zgodziła się przeprowadzić do pokoju w akademiku, który zajmował razem z chłopcem. Kochankowie zgodnie orzekli, że dziecko odcięte od matki jest po prostu źle wychowane – przeklina, nie asymiluje się w nowym środowisku.

 

„Tylko lanie pomagało”

 

Aby nauczyć Daniela dyscypliny, na ścianie pokoju zawisł regulamin – każde przewinienie było wycenione w batach. Najwięcej „razy” chłopiec miał otrzymywać za kłamstwo.

Robiłam to, co powinna robić w domu kobieta. Gotowałam Danielowi, my jedliśmy w stołówce, bo wychodziło taniej. Mały nie chodził do przedszkola dwa miesiące, bo trudno było je załatwić. Sama więc uczyłam go wszystkiego.

Chciała, żeby od razu się przestawił, żeby wszystko od razu umiał. Miał być samodzielny, dobrze wychowany, posłuszny, porządny, rozwinięty.

Chłopiec w końcu dostał się do przedszkola przy Narodowym Banku Polskim. Kierowniczka placówki, choć pracowała w skromnych warunkach, była dobra i czuła dla dzieci. Jako pierwsza zainteresowała się losem Daniela. Przedszkolanki zwróciły uwagę, że chłopczyk boi się zepsuć zabawkę, oberwać guzik, wmusza w siebie jedzenie, nawet jeśli wyraźnie mu nie smakuje. Podnosi i zjada nawet okruchy spod stołu. Choć nie szło mu to dobrze, ubierał się sam, tłumacząc „bo Renatka będzie się gniewała”.

Jakie metody wychowawcze stosowała Oskarżona? – pytała sędzia

Tylko lanie pomagało. Najpierw mu tłumaczyłam, ale bez skutku. Więc brałam pas i dostawał lanie. Jak jeszcze nie zrobił tego, co trzeba było – dostawał porządne lanie. Dotąd go biłam…

Czym oskarżona go biła?

Pasem. Przed biciem sam się musiał położyć, zdjąć majteczki, leżeć spokojnie. Na ogół biłam w pupę. Jak się ruszył, mógł dostać w plecy, w rękę albo po udach. Nigdy nie próbował uciekać, krzyczeć.

Czemu zachowywał się w nietypowy dla dziecka sposób? – sędzia z akt sprawy wie, że jeśli Daniel się poruszył lub krzyknął w trakcie wymierzania kary „pasy”, które dostał się „zerowały” i bicie zaczynało się od początku, ale chciała to usłyszeć od oskarżonej

– Bicie było karą, musiał umieć ją przyjąć. Był bity aż do skutku.

W dalszej części zeznań Renata K. wyjaśnia pojawienie się innych ran na ciele dziecka. Zabliźnienie na głowie pojawiło się po rozbiciu talerza na głowie chłopca – pięciolatek niewystarczająco umył naczynie. Kopała go, bo nie chciał sprzątać.

 

„Siniak nachodził na siniak”

 

Kilkukrotnie został przyprowadzony do przedszkola przez obcych ludzi, ponieważ karą za nieubranie się na czas, było pójście do placówki samemu. Niezapięty, nieubrany, samotny chłopiec w środku zimy zwracał uwagę przechodniów.

– Pytałyśmy, dlaczego tak dużo je na śniadanie, był wyraźnie wygłodzony. Tłumaczył, że nie dostał kolacji, bo czegoś nie zrobił. – zeznawały przedszkolanki

Woźna przedszkola, która bardzo lubiła Daniela, zwróciła uwagę na siniaki na jego ciele. Widok po rozebraniu chłopca doprowadził ją do płaczu. Zaprowadziła dziecko na obdukcję, a lekarska notatka trafiła do sądu.

W przedszkolu zawrzało. Kierowniczka rozmawiała z ojcem i konkubiną, że nie mogą tak bić dziecka. Od tamtej pory, zgodnie z decyzją ojca, póki chłopiec miał siniaki, nie chodził do przedszkola.  Na rozprawę placówka dostarczyła wykaz absencji dziecka – po kilkanaście dni w każdym miesiącu.

Po roku mieszkania w akademiku, Renata K. odziedziczyła po dziadkach mieszkanie na Żoliborzu, do którego się przenieśli. Po przeprowadzce Daniel zaczął uczęszczać do nowego przedszkola. Tam opiekunki niczego niepokojącego się nie dopatrzyły.

Niedługo po przeprowadzce chłopiec słał tapczan i z poszewki wypadł kocyk. Jako sześcioletnie dziecko nie mógł sobie poradzić z dużą pościelą. Był za to maltretowany, na przemian przez ojca i macochę całą noc, aż do rana, kiedy udało mu się w końcu powlec koc. Rano nie poszedł do przedszkola.

Jan L. zeznawał w śledztwie:

Przyczyny, z powodu których dziecko było bite, były dla mnie coraz mniej zrozumiałe. Renata biła tylko Daniela. Psa, którego mieliśmy na Żoliborzu nie biła. (…) Daniel nigdy nie prosił, żeby darować mu karę. Ona go mocno biła, zawsze kazała mu się rozebrać, położyć. Bo, Wysoki Sądzie, przecież nie można bić inaczej. Trzeba, aby się dziecko rozebrało i położyło.

 

Sznurówki

17 lutego 1981 roku Daniel zgubił sznurówki w kapciach do przedszkola. Za karę Renata K. zabroniła chłopcu pójść nazajutrz do placówki. Długie sznurówki, które dziecko znalazło w schowku, macocha uznała za nieodpowiednie. 18 lutego zostawiła go samego w domu, każąc zastanowić się „jak rozwiązać problem”, a sama pojechała do szkoły, gdzie pracowała jako nauczycielka.

Wróciła około godziny 14 i zapytała, co Daniel postanowił w sprawie sznurowadeł. Chłopiec odpowiedział, że się nie zastanowił, bo był zajęty lepieniem z plasteliny. Renata wysłała go na spacer z psem, uprzednio karząc malucha za niewystarczająco szybkie ubranie się szarpnięciem za uszy.

Po obiedzie chłopiec nadal nie umiał odpowiedzieć, co należy zrobić w sprawie sznurówek. Kazała więc, jak zwykle, rozebrać się i położyć na tapczanie. Biła skórzanym paskiem, ale Daniel nadal nie udzielił satysfakcjonującej  jej odpowiedzi.

Przed godziną 17 wrócił do domu ojciec dziecka. Daniel był już w fatalnym stanie – całe ciałko w siniakach, z niektórych miejsc lała się krew, a podkoszulka była zakrwawiona. Zwrócił uwagę konkubinie, że nie powinna już bić chłopca, ale wkrótce wyszedł do dentysty zostawiając syna samego z Renatą K.

Wrócił po godzinie, a w tym czasie bicie nie ustawało. Maluch nadal nie krzyczał, ale wił się z bólu po tapczanie. Razy padały na całe zmaltretowane ciało dziecka. W tym czasie ojciec dziecka pojechał do Śródmieścia kupić suszarkę. W końcu macocha usłyszała satysfakcjonującą odpowiedź, że sznurówki trzeba kupić w kiosku „Ruchu”, a pieniądze wziąć ze skarbonki. Kobieta dała mu spokój i pozwoliła się ubrać w piżamkę. Daniel czuł się już bardzo źle, ale w drodze do łazienki pogłaskał psa. Ten gest ponownie rozjuszył Renatę, więc uderzyła chłopca w twarz.

W łazience dziecko zwymiotowało, ale wyjątkowo nie kazała mu sprzątać. Gdy ojciec wrócił z zakupów Daniel tracił już przytomność. Konkubina poinformowała o wymiotach pasierba i kazała sprzątnąć łazienkę. W nocy dziecko błagało o wodę, ale macocha jedynie pobrzęczała mu pasem nad głową.

Za późno na ratunek

 

Serce jakby wolniej biło. Miał zimne ciało, wydawało się, że słabo oddycha. – opowiadał w sądzie Jan L.

Pobiegł do budki telefonicznej zadzwonić po pogotowie, ale w rejestrach nie ma żadnego zgłoszenia z tej godziny. Karetka nie nadjeżdżała, więc zatelefonował ponownie, tym razem z domu sąsiada mieszkającego piętro niżej. „R-ka” nadjechała kilka minut później, a lekarz, już bez nadziei, przystąpił do reanimacji Daniela.

– Rogówki były już suche, na tętnicy szyjnej nie wyczuwałem tętna. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z tak masywnymi obrażeniami. Dziecko „nie zaskoczyło”, odstąpiłem więc od reanimacji, a sanitariuszowi poleciłem wezwać milicję. – zeznawał w sądzie lekarz karetki

Prokurator Duszyński prowadzący sprawę napisał w akcie oskarżenia: „dziecko było bite, a właściwie sadystycznie katowane, przez okres prawie trzech godzin”.

 

Grób Daniela Litwiniuka zamordowanego 18 lutego 1981 r. 

 

Wyroki

Renata K. została skazana na 15 lat pozbawienia wolności, a wyszła za dobre sprawowanie po 10. Ze względu na zatarcie wyroku mogła ponownie zostać nauczycielką w jednej z warszawskich szkół. Została nawet ekspertką Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Po artykule Mariusza Szczygła „Śliczny i posłuszny” wydanym w 2013 roku na łamach „Dużego Formatu”, pomimo zmiany imion i nazwisk bohaterów, internauci wyśledzili prawdziwe personalia kobiety. Tego samego dnia złożyła wypowiedzenie pracy w szkole.

Jan L. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Dziś z sukcesami prowadzi firmę w Warszawie, jest szanowanym biznesmenem, założył nową rodzinę.

 

źródła:

https://wkrainieteczy.files.wordpress.com/2013/06/metody-wychowawcze1.jpg

https://wkrainieteczy.files.wordpress.com/2013/06/metody-wychowawcze2.jpg

https://www.o2.pl/artykul/tragedia-daniela-z-warszawy-nauczycielka-skatowala-na-smierc-pasierba-6455156102108801a

https://wkrainieteczy.files.wordpress.com/2013/06/gdybysmykrzyczeli.jpg

https://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,14167740,Sliczny_i_posluszny.html

https://www.wykop.pl/link/2767299/maciej-kijowski-czlowiek-ktory-uprzykrzyl-zycie-morderczyni/strona/4/

UDOSTĘPNIJ:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on skype

PRZECZYTAJ TAKŻE:

5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina

Pamięć o tym tragicznym wydarzeniu, którego w sumie jedyną ofiarą był niespełna 6,5-letni chłopiec – Daniel Litwiniuk – żyje. To dzięki reportażom Barbary Seidler (Życie Literackie 1982) i Edmunda Żurka (“Śmierć Daniela”, 1982). To autentyczne kroniki zdarzeń po śmierci Daniela. Ich dokładność pozwala na rekonstrukcję męki Daniela.
Reportaże poruszają do głębi nawet dziś, 40 lat po tragicznej śmierci.
Istnieje jeszcze artykuł Mariusz Szczygła “Śliczny i posłuszny” z 25.06.2013 (GW – “Duży Format”), który ożywił pamięć o wydarzeniach, ale już w innej perspektywie.
W 2013 roku Fakt dotarł rzekomo do Matki Daniela w Hajnówce i do opiekunki Daniela w przedszkolu przy NBP w Warszawie, która jako jedyna upominała się o godność chłopca.
Na forach żałobnych (kupmaięci.pl, funer.com.pl) istnieją wpisu poświadczające ciągłą żywość odczuć wobec tragedii mimo upływu już dziesiątek lat.
To fenomen. Daniel w ten sposób upomina się o życie swoje i dzieci krzywdzonych tak, jak on. Niech Daniel, patrząc z ufnym uśmiechem z fotografii nagrobnej, porusza nas wszystkich i ostrzega przed złem.
Nie jest on jedyną ofiarą przemocy wobec dzieci, ale chyba pierwszą tak znaną z imienia i nazwiska w PRL. Jego zasługą jest być może to, że uratowała inne dziecko, dlatego, że ktoś o nim mógł przeczytać u progu lat 80. i zastanowić się nad systemem kar wobec dzieci.

Last edited 5 dni temu by Paulina

Zapraszamy do współpracy!

Oferujemy możliwość umieszczenia reklamy na stronie głównej oraz w każdym artykule. Dodatkowo posiadamy możliwość publikacji artykułów sponsorowanych i reklamowych.

Zapraszamy do kontaktu w celu ustalenia szczegółów.

it-agencja.pl