Wrzesień 1996 roku. Joanna Gibner, zaledwie trzy tygodnie po ślubie, znika bez śladu. Jej mąż, Marek W., początkowo przyznaje się do morderstwa i wskazuje miejsce, gdzie ukrył ciało - Jezioro Dywickie pod Olsztynem. Potem się wycofuje. Przez kolejne lata poszukiwania prowadzone są chaotycznie, nurkowie szukają w złych miejscach, a sprawa powoli przycichła w mediach. Marek W. odbywa karę, wychodzi na wolność w 2018 roku i pół roku później umiera, zabierając swoją tajemnicę do grobu.
Matka Joanny, Danuta Januszewska, spędza 24 lata w niepewności, nie mogąc godnie pochować córki. Aż do maja 2020 roku, kiedy płetwonurek ekstremalny Marcel Korkuś odnajduje na dnie jeziora torbę obciążoną cegłami i złomem. W środku - szczątki młodej kobiety. Badania DNA potwierdzają to, czego rodzina obawiała się przez ćwierć wieku.
To historia o tym, jak determinacja jednego nurka zakończyła dekady poszukiwań. O matce, która nigdy nie przestała szukać. I o tragedii, która rozegrała się zaledwie miesiąc po rozpoczęciu wspólnego życia.
Zaginięcie, które wstrząsnęło Olsztynem
13 września 1996 roku rozpoczął się dla Danuty Januszewskiej najgorszy koszmar, jaki może przeżyć matka. Tego dnia jej 23-letnia córka, Joanna Gibner, przepadła bez śladu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że na odpowiedzi przyjdzie czekać ponad ćwierć wieku.
Historia młodej kobiety brzmi jak scenariusz do thrillera, tyle że to prawdziwy dramat, który rozegrał się na obrzeżach Olsztyna. Joanna poślubiła Marka W. w sierpniu 1996 roku - powinna być w okresie miodowego miesiąca, planować wspólną przyszłość, cieszyć się życiem. Rzeczywistość okazała się brutalna. Zaledwie trzy tygodnie po ślubie doszło między małżonkami do gwałtownej kłótni. To była ich ostatnia sprzeczka.
Kiedy Joanna wyszła z domu po awanturze z mężem, nikt już jej żywej nie zobaczył. Marek W. zgłosił zaginięcie żony, udawał zrozpaczonego, szukającego pomocy męża. Początkowo przyznał się do morderstwa i wskazał miejsce, gdzie zatopił ciało - Jezioro Dywickie niedaleko rodzinnych Dywit. Jednak później się wyparł. Ta zmiana zeznań miała fatalne konsekwencje dla śledztwa.
Podejrzenia szybko skupiły się na mężu - zbyt wiele nie pasowało w jego wersji wydarzeń, zbyt wiele sprzeczności w zeznaniach. Ale bez ciała, bez dowodów, śledczy stali przed trudnym zadaniem. A dla matki Joanny rozpoczęła się gehenna oczekiwania, która miała trwać dekady.
Mąż przyznaje się do morderstwa
Przełom w śledztwie nastąpił niespodziewanie szybko. Marek W. przyznał się do zabójstwa żony i wskazał miejsce, gdzie ukrył jej ciało - Jezioro Dywickie niedaleko Olsztyna. To właśnie tam, według jego zeznań, zatopił zwłoki 23-letniej Joanny zaledwie trzy tygodnie po ich ślubie.
Szczegóły zbrodni zapierały dech w piersiach. Ciało młodej kobiety miało spoczywać na dnie jeziora, zamknięte w torbie i obciążone cegłami oraz złomem. Wszystko wskazywało na to, że sprawca starannie zaplanował sposób pozbycia się dowodów. Dla śledczych to była cenna wskazówka - wreszcie wiedzieli, gdzie szukać.
Jednak to, co wydarzyło się później, przekreśliło nadzieje na szybkie zakończenie sprawy. Marek W. nieoczekiwanie wycofał swoje zeznania. Zaprzeczył wcześniejszym słowom, zaczął wprowadzać zamęt, utrudniać śledztwo. To był początek wieloletniej gehenny dla rodziny Joanny, szczególnie dla jej matki, Danuty Januszewskiej.
Poszukiwania w Jeziorze Dywickim okazały się koszmarem logistycznym. Trudne warunki nurkowe, nieprecyzyjne wskazania, błędy w lokalizacji - wszystko to sprawiało, że kolejne akcje kończyły się fiaskiem. Nawet zaangażowanie Marynarki Wojennej nie przyniosło rezultatów. A Marek W.? Odsiedział wyrok, wyszedł na wolność we wrześniu 2018 roku i zabrał swoją tajemnicę do grobu - zmarł pół roku później, nie ujawniając prawdy.
Ćwierć wieku beznadziejnych poszukiwań
Jezioro Dywickie pod Olsztynem stało się areną jednej z najdłuższych akcji poszukiwawczych w historii regionu. Przez 24 lata jego mroczne wody skrywały tajemnicę, której rozwiązania desperacko szukała matka Joanny - Danuta Januszewska.
Do akcji zaangażowano najlepsze siły - w poszukiwaniach wielokrotnie uczestniczyła Marynarka Wojenna. Nurkowie zanurzali się w trudnych warunkach, walcząc z złą widocznością i trudną topografią dna. Problem? Marek W. najpierw wskazał miejsce zbrodni, później się wyparł. Poszukiwania prowadzono często w zupełnie innych częściach jeziora. Każda nieudana akcja była kolejnym ciosem dla rodziny.
Danuta Januszewska przeżyła własne piekło. Dwadzieścia cztery lata bez możliwości pochówku córki. Dwadzieścia cztery lata z nadzieją, że może tym razem... Może któreś nurkowanie przyniesie odpowiedź. Nie było dnia, żeby nie myślała o tym miejscu - głębokim i zimnym jak serce człowieka, który tam wrzucił jej dziecko.
W 2019 roku zgasła ostatnia nadzieja na wyjaśnienie lokalizacji wprost od sprawcy. Marek W. zmarł pół roku po wyjściu z więzienia we wrześniu 2018 roku. Zabrał swoją tajemnicę do grobu, nie okazując ani krzty skruchy. Nie powiedział, gdzie naprawdę leży ciało jego żony. Dla matki Joanny był to podwójny cios - sprawiedliwość wymierzona, ale odpowiedzi... tych już nigdy nie będzie.
Przełom dzięki płetwonurkowi ekstremalnemu
Przez 24 lata jezioro strzegło swojej mrocznej tajemnicy. Wielokrotne akcje poszukiwawcze, w tym z udziałem Marynarki Wojennej, kończyły się fiaskiem. Trudne warunki nurkowania, zmutniała woda i ogromna powierzchnia Jeziora Dywickiego sprawiały, że każda próba przypominała szukanie igły w stogu siana. A po śmierci Marka W. w 2019 roku nadzieja na odnalezienie Joanny zdawała się gasnąć.
Ale w maju 2020 roku do akcji włączył się Marcel Korkuś - płetwonurek ekstremalny, specjalista od trudnych nurkowań. Gdzie inni zawiedli, on postanowił spróbować jeszcze raz. I wtedy nadszedł moment, na który matka Joanny czekała przez ćwierć wieku - Korkuś dokonał dramatycznego odkrycia na dnie jeziora.
Szczątki znajdowały się dokładnie tam, gdzie pierwotnie wskazywał morderca - w torbie obciążonej cegłami i złomem. Wszystko wskazywało na to, że to właśnie Joanna, ale rodzina potrzebowała pewności. Badania DNA nie pozostawiły wątpliwości - po 24 latach poszukiwań tożsamość została potwierdzona. To rzeczywiście była Joanna Gibner.
Danuta Januszewska w końcu mogła godnie pochować córkę. Zakończył się najdłuższy rozdział w historii tej tragedii - rozdział niepewności i desperackiego czekania. Jezioro wreszcie oddało to, co ukrywało przez ponad dwie dekady.
Koniec poszukiwań i godny pochówek
W czerwcu 2020 roku, po 24 latach oczekiwania, przyszedł wreszcie koniec. Badania DNA potwierdziły to, czego bała się i jednocześnie oczekiwała Danuta Januszewska - odnalezione szczątki należały do jej córki. Prokuratura oficjalnie zamknęła sprawę, która przez ponad dwie dekady pozostawiała rodzinę w zawieszeniu między nadzieją a rozpaczą.
Joanna Gibner mogła wreszcie otrzymać to, co należało się jej od 1996 roku - godny pochówek. Dla matki, która przez ćwierć wieku nie mogła pożegnać dziecka, to był moment równie bolesny, co wyczekiwany. Nie było już pytań "gdzie jest?", nie było fałszywej nadziei, że może jednak gdzieś żyje. Była za to możliwość zamknięcia tego tragicznego rozdziału, choć rana nie zagoi się nigdy.
Historia Joanny niesie ze sobą jednak przesłanie dla setek innych rodzin w Polsce, które wciąż czekają na wieści o swoich bliskich. Sprawa pokazała, jak ważna jest determinacja - zarówno ta rodziny, jak i osób trzecich, takich jak Marcel Korkuś. Dowodzi też, że nawet po latach, nawet gdy sprawca zabiera prawdę do grobu, odpowiedzi można znaleźć.
Dla rodzin zaginionych ta historia to jednocześnie ukojenie i ostrzeżenie. Ukojenie, bo pokazuje, że nadzieja ma sens. Ostrzeżenie, bo przypomina, ile czasu może minąć, zanim ta nadzieja się spełni. Joanna czekała na swój spokój 24 lata. Dla jej matki był to początek żałoby, którą mogła wreszcie przeżyć.
Podsumowanie
Historia Joanny Gibner to przypomnienie, że prawda - choć czasem ukryta przez dziesięciolecia - w końcu wychodzi na jaw. 24 lata poszukiwań zakończyły się dzięki determinacji płetwonurka ekstremalnego, który odnalazł samochód z ciałem kobiety na dnie jeziora. Rodzina mogła wreszcie godnie pożegnać bliską osobę i zamknąć bolesny rozdział.
Jak sądzicie - czy takie sprawy powinny być częściej wznawiane, nawet po latach? Czekam na wasze opinie w komentarzach.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz