Na początku XX wieku Chicago było tyglem kultur i języków, ale także miejscem mrocznych tajemnic. W polskiej dzielnicy Polish Downtown mieszkała kobieta, która budziła grozę wśród sąsiadów - Tillie Klimek, urodzona jako Taika Klimaszewska. Ta emigrantka z Polski zasłynęła nie tylko jako bezwzględna trucicielka, ale również jako "wróżbitka śmierci", której przepowiednie zawsze się sprawdzały. Kiedy zapowiadała czyjąś śmierć, tak się rzeczywiście działo - ale nie z mocy nadprzyrodzonych zdolności, lecz dlatego, że sama podawała ofiarom arszenik w jedzeniu.
Najbardziej makabrycznym aspektem jej działalności były praktyki ze zwłokami. Po śmierci pierwszego męża Josepha w 1914 roku, Tillie spała z jego ciałem przez kilka dni, głaszcząc je i rzekomo rozmawiając z duchem zmarłego. Podobne zachowania powtarzała przy innych ofiarach, obracając trupy w trumnach podczas pogrzebów. W latach 1914-1921 doprowadziła do śmierci co najmniej 20 osób - głównie kolejnych mężów, ale także krewnych i sąsiadów. Aresztowana w 1921 roku po fali podejrzanych zgonów, została skazana na dożywocie i zmarła w więzieniu w 1936 roku, pozostawiając po sobie legendę jednej z najbardziej przerażających seryjnych morderczyń w historii Chicago.
Emigrantka z piekła rodem
Tillie Klimek, urodzona jako Ottylie Gburek, przyszła na świat w 1876 roku w polskiej rodzinie emigrantów osiadłych w Chicago. Jej droga do notorycznego miejsca w annałach amerykańskiej kryminalistyki rozpoczęła się w najbiedniejszych dzielnicach miasta, gdzie polska diaspora walczyła o przetrwanie u progu XX wieku.
Taika Klimaszewska - jak brzmiało jej pierwotne imię - trafiła do Chicago jako część wielkiej fali emigracji z ziem polskich. Rodzina Gburek osiedliła się w słynnym Polish Downtown, dzielnicy wokół ulic Milwaukee Avenue i Division Street, gdzie życie toczyło się po polsku, a amerykański sen często zamieniał się w brutalną codzienność.
W zatłoczonych kamienicach Polish Downtown panowała bieda, choroby i przemoc. To właśnie tam młoda Tillie zaczęła budować swoją mroczną reputację. Znana była jako wróżbitka posługująca się tarotem i ołowianymi kulkami, przepowiadająca śmierć sąsiadom. Miejscowi Polacy szeptali o jej złowieszczych darach, nie wiedząc, że przepowiednie te będą się spełniać nie dzięki nadprzyrodzonym mocą, ale zimnej kalkulacji.
Pięć razy stawała przed ołtarzem, pięć razy pozostawała wdową. Każdy z mężów umierał w tajemniczych okolicznościach, a Tillie za każdym razem inkasowała polisę ubezpieczeniową. Jej dom przy South Ashland Avenue stał się sceną makabrycznych zdarzeń, które wstrząsnęły całym Chicago.
Wróżbitka śmierci, która zabijała trucizną
W chicagowskiej dzielnicy Little Italy pod koniec XIX wieku przerażenie budziła postać Hermana Bilika, ale nie był on jedynym mordercą o polskich korzeniach w tym regionie. W cieniu jego zbrodni działała równie niebezpieczna kobieta - seryjka morderczyni, która wykorzystywała swoją pozycję wróżbitki do perfidnego planu eliminowania ludzi.
Metoda jej działania była prosta, lecz śmiertelnie skuteczna. Do kawy, zupy i innych potraw dodawała niewielkie dawki arszeniku - trucizny, która w tamtych czasach była stosunkowo łatwo dostępna jako składnik środków na gryzonie. Arszenik nie wywoływał natychmiastowej śmierci, co pozwalało morderczyni unikać podejrzeń. Ofiary umierały powoli, cierpiąc na objawy przypominające choroby przewodu pokarmowego.
Najbardziej przerażającym aspektem jej działalności były "przepowiednie" śmierci, które zawsze się sprawdzały. Jako wróżbitka mogła swobodnie przewidywać rychłe zejście swoich ofiar, co budziło respekt wśród przesądnych imigrantów. Nikt nie podejrzewał, że sama aktywnie realizuje te mroczne prognozy.
Przed przystąpieniem do morderstw przeprowadzała eksperymenty na zwierzętach, testując odpowiednie dawki trucizny. Lista jej ofiar obejmowała co najmniej 20 osób: kolejnych mężów, dalekich krewnych oraz niewygodnych sąsiadów. Wszyscy ginęli w podobnych okolicznościach, ale przez długi czas nikt nie łączył tych przypadków w jeden krwawy wzór.
Makabryczne praktyki, które przeraziły Chicago
Tillie Klimek zasłynęła nie tylko jako bezwzględna trucicielka, ale również jako osoba o wyjątkowo niepokojących zachowaniach wobec zmarłych. Po śmierci swojego trzeciego męża, Franka Kupczyka, kobieta przez kilka dni sypiała obok jego zwłok, zanim pozwoliła na pochówek. Sąsiedzi donosili, że słyszeli jej rozmowy z "duchami" zmarłych mężów i obserwowali, jak głaskała ciała leżące w trumnach.
Podczas pogrzebów Tillie zachowywała się w sposób, który mrożił krew w żyłach zebranym. Podchodziła do otwartych trumien i obracała ciała swoich ofiar, głośno rozmawiając z nimi, jakby wciąż żyli. Twierdziła, że zmarli mężowie przekazują jej wiadomości zza grobu i ostrzegają przed kolejnymi zgonami w okolicy.
Mieszkańcy polskiej dzielnicy na początku traktowали jej dziwactwa jako przejaw żałoby, ale z czasem zaczęli się jej obawiać. Plotki o "czarownicy z Zachodniego Chicago" rozchodziły się lotem błyskawicy. Sąsiedzi unikali kontaktu z Tillie, a niektórzy zaczęli publicznie wyrażać podejrzenia, że to ona stoi za serią tajemniczych zgonów. Atmosfera strachu osiągnęła punkt krytyczny, gdy Klimek zaczęła "przepowiadać" śmierci kolejnych osób z okolicy - przepowiednie, które niepokojąco często się spełniały.
Upadek "Ghoul Girl"
Seria podejrzanych zgonów w latach 1914-1921 wzbudzała coraz większe wątpliwości wśród chicagowskiej społeczności. Lokatorzy wynajmujący pokoje w domu Tillie Klimek umierali w dziwnych okolicznościach, tuż po tym, jak kobieta opowiadała sąsiadom o "złych snach", w których widziała ich śmierć. Szczególnie podejrzane było to, że każdy z jej kolejnych mężów umierał zaledwie kilka miesięcy po ślubie, a Tillie zawsze miała już wykupione ubezpieczenie na życie zmarłego.
Przełom w sprawie nastąpił w 1922 roku, gdy do policji wpłynął anonimowy donos wskazujący na Klimek jako potencjalną trucicielkę. Śledczy postanowili dokładnie przyjrzeć się historii zgonów w jej otoczeniu. Rozpoczęto ekshumacje ciał poprzednich mężów oraz lokatorów. Badania toksykologiczne jednoznacznie wykazały obecność śmiertelnych dawek arszeniku w zwłokach ofiar. Wykryto charakterystyczny wzorzec systematycznego podawania trucizny przez dłuższy okres.
W sierpniu 1922 roku Tillie Klimek została aresztowana pod zarzutem wielokrotnego morderstwa. Proces odbył się w atmosferze sensacji medialnej. Prasa nazywała ją "Ghoul Girl" i "trucicielką z Northwest Side". Zeznania świadków, dowody rzeczowe oraz wyniki ekshumacji składały się na druzgocący obraz seryjnej morderczyni. W kwietniu 1923 roku ława przysięgłych uznała ją winną, a sędzia skazał Klimek na dożywotnie więzienie, unikając kary śmierci jedynie ze względu na jej płeć.
Wyrok i dziedzictwo zbrodni
W 1923 roku Tillie Klimek stanęła przed sądem w Chicago, gdzie jej proces stał się sensacją medialną. Oskarżona przyznała się do pięciu morderstw, choć śledczy podejrzewali, że ofiar mogło być znacznie więcej. Jej obrona zaskoczyła wszystkich - kobieta twierdziła, że "Bóg mi powiedział, kto ma umrzeć", próbując usprawiedliwić swoje czyny religijnymi wizjami i głosami, które miały jej nakazywać eliminację kolejnych mężów.
Sąd nie uwierzył w jej tłumaczenia i skazał ją na dożywotnie więzienie. Tillie trafiła do więzienia stanowego w Joliet, gdzie spędziła ostatnie lata swojego życia. Zmarła w 1936 roku, nie doczekawszy się wolności. Wraz z nią skazane zostały jej wspólniczki - Nellie Meyer i Dora Olson, które pomagały jej w zbrodniczych planach i również stosowały metodę otrucia swoich partnerów.
Tillie Klimek zapisała się w historii kryminalnej Ameryki jako jedna z najsłynniejszych polskich seryjnych morderczyń działających w Stanach Zjednoczonych. Jej sprawa rzuciła światło na mroczny świat "czarnych wdów" - kobiet, które systematycznie zabijały swoich mężów dla pieniędzy z ubezpieczeń. Historia Klimek stała się ostrzeżeniem przed tym, jak zwykła imigrantka mogła zamienić się w bezwzględną zabójczynię, terroryzującą polonijną społeczność Chicago przez niemal dwie dekady.
Podsumowanie
Artykuł opisuje historię Tillie Klimek, polskiej imigrantki, która pod koniec XIX wieku zamieszkała w Chicago i stała się jedną z najbardziej znanych seryjnych morderczyń w historii miasta. Kobieta systematycznie otruła swoich kolejnych mężów oraz innych członków rodziny, wykorzystując truciznę - prawdopodobnie arsen. Klimek działała w polskiej dzielnicy Chicago i przez lata unikała podejrzeń, a jej ofiary były traktowane jako naturalne zgony.
Sprawczyni została schwytana dopiero po śmierci kilku mężów w podejrzanych okolicznościach. Śledztwo wykazało, że Klimek miała także mroczne przyzwyczajenia, w tym tytułowe sypianie ze zwłokami swoich ofiar. Została skazana na karę dożywotniego więzienia, gdzie spędziła resztę życia. Historia ta wstrząsnęła polską społecznością w Chicago na początku XX wieku.
Źródło: Newsweek Polska
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz