Zaginieni Przed Laty

Agnieszka K. zamordowana, bo… zepsuła wizerunek rodziny

Agnieszka K. była szczupłą, zgrabną blondynką. Tak jak jej rodzice została pedagogiem, uczyła języka francuskiego w sandomierskim liceum. Miała młodszego brata, Marcina. Mężczyzna pracował jako kierowca karetki. Państwo P. stawiało swoje dzieci jako wzór, byli z nich niezwykle dumni… 24 sierpnia 1994 roku, przypadkowy przechodzień znalazł porzuconego Fiata 126p i zmasakrowane ciało 35-letniej Agnieszki. Czym zasłużyła sobie na taką śmierć?

Przerażające odkrycie

Ciało Agnieszki K. odnaleziono obok porzuconego na poboczu Fiata 126p, na drodze prowadzącej z Sandomierza do Opatowa w Okalinie. Odkrycia dokonał przechodzący tamtędy rolnik. Mężczyzna od razu zauważył, że zamordowana kobieta była przez kogoś katowana. Miała bowiem opuchniętą twarz oraz sińce i rany oparzeniowe na całym ciele. Podejrzany wydał mu się również fakt, że denatka była odświętnie ubrana, a jej ręce były złożone jak “do pacierza”. Sprawę zaczęła badać policja, śledztwo trwało ponad rok…

Ustalenia

Przesłuchano prawie pół tysiąca osób, które znały Agnieszkę. Na jaw wyszło, że kobieta nadużywała alkoholu i prowadziła dość “swobodny” tryb życia. Przez to właśnie, z początkiem nowego roku szkolnego, miała rozpocząć pracę w innej placówce szkolnej. Było to dość dużym zaskoczeniem dla bliskich Agnieszki, szczególnie jej byłego męża, Leszka. Para rozwiodła się, ale nadal utrzymywała kontakt i wspólnie wychowywała córkę. Mała Ewa, w chwili śmierci mamy, przebywała w Kanadzie u ojca. Leszek przyznał, że jego żona nigdy nie miała wrogów.

Po nitce do kłębka

Prokuratura postawiła zarzut zabójstwa Agnieszki… jej bratu. Mężczyzna był tym oburzony, liczył, że sprawa zostanie umorzona i zapomniana. Niedługo później zatrzymano ojca Agnieszki. W tym czasie jej matka próbowała popełnić samobójstwo, jednak uratowano jej życie.

Agnieszka K.
Grób Agnieszki

Według policjantów prowadzących sprawę obaj mężczyźni zachowywali się spokojnie. Co więcej, uważali, że postąpili dobrze, odbierając życie Agnieszce – w końcu ta “zszargała” dobre imię ich rodziny.

Zabójstwo

Śledczym udało się ustalić prawdopodobny przebieg zdarzeń. Marcin przyszedł do pokoju Agnieszki nad ranem, gdy ta spała. Usiadł na rogu jej łóżka i powiedział, że zachowuje się nieprzyzwoicie. Uderzył ją w twarz. Potem bił na oślep, bez opamiętania. 35-latka błagała o pomoc, wołała swoich rodziców. Ci jednak nie zareagowali… Marcin nałożył na szyję siostry pętlę i zacisnął ją z całej siły. Potem, “dla pewności” uderzył jej głową o podłogę. Wtedy do pokoju przyszli rodzice i… zaczęli zacierać ślady tej przerażającej zbrodni. Najbardziej szokujące w tej sprawie jest to, że ojciec, próbując odsunąć syna od podejrzeń, wielokrotnie poraził ciało swojej zmarłej córki prądem. Później tłumaczył, że przecież jej już było wszystko jedno, a nie mógł stracić ukochanego syna.

Ojciec Agnieszki włożył jej ciało do bagażnika poloneza i wyruszył w kierunku Sandomierza. Za nim, fiatem 126p jechał Marcin. Gdy wyjechali poza miasto, porzucili zwłoki i samochód, by odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia. Po wszystkim pojechali jakby nigdy nic, do przydrożnego zajazdu na kolację.

To nie był pierwszy raz

Gdy cała sprawa wyszła na jaw, bliscy Agnieszki przyznali, że jej rodzice chcieli ją kontrolować. Nie podobała im się jej samodzielność. Mimo, że mieszkała sama, ci wpadali na kontrolę. Agnieszka K. często zwierzała się swojej przyjaciółce, opowiadała o rosnącym między nią a Marcinem konflikcie. 35-latka nie radziła sobie z problemami, piła, ale chciała podjąć leczenie. Niedługo przed śmiercią, Agnieszka została dotkliwie pobita – Marcin złamał jej żebra.

Wywiad

W “Echu dnia” opublikowano wywiad z ojcem Agnieszki:

– Czy zdarza się państwu o tym na moment zapomnieć? 

– Myślimy cały czas, to jest koszmar…, kiedy ten koszmar się wreszcie skończy. Zamęczyć mnie chcą. Jak wreszcie przestanę widywać policjantów, prokuratorów, sędziów, wtedy może być spokój, aż do śmierci… – odpowiedział mężczyzna.

– Wierzy Pan w Boga, w życie pozagrobowe?

– Bóg jest i kiedyś jego ręka spadnie na tych, co mnie zgnoili. Bóg mi świadkiem, jestem niewinny.

– A przecież Bóg mówi, że nie wolno zabijać!

– Nie można było inaczej zrobić. To wszystko w nerwach, moment, nie wie co się robi, emocje..

– O czym Pan myślał, kiedy zobaczył, że Agnieszka nie żyje?

– Sam podjąłem decyzję, aby sprawę ukryć, chciałem ratować syna. Bardzo źle się stało, że to wszystko wyszło, to dla nas tragedia.

– I dlatego przypalał Pan ciało zmarłej córki kablem elektrycznym, żeby zatrzeć ślady zbrodni?

– Przecież nie żyła, jej było wszystko jedno. Gdyby nie te trzy k…. z Szydłowca, to sprawa by się rozmyła. Nikt o niczym by nie wiedział.

– Nie czuje Pan wyrzutów sumienia?

– Nie czuję, przecież nic nie można było zmienić, stało się. Czy to tak trudno to pojąć ?

– Dlaczego cały czas mówicie o zmarłej źle? Wy byliście zawsze w porządku? Tresowaliście ją od dziecka, nawet kiedy była dorosła, wchodziliście jej w życie z butami.

– Dla jej dobra. Piła, łajdaczyła się. To było nie do wytrzymania.

– Trzeba było ją więc zabić?

– Jeden wytrzyma nerwowo, inny nie…. Rano z Henią myśleliśmy, że to normalne bicie, jak zawsze.. kto to mógł wiedzieć..

– Nadal uważacie się za idealną rodzinkę, a Pan za dobrego człowieka?

– Jestem dobrym ojcem, mężem i nauczycielem….my jesteśmy niewinni.

– Ale wy ją zabiliście!

– To zrodziło się nagle, żeby się jej pozbyć. Trzeba znać przyczyny, przeżyć taki dramat. Pani niczego nie rozumie. Jest wiele zabójstw. Każdego można zamordować”.

Wyrok

Marcin w pierwszej instancji usłyszał wyrok 25 lat pozbawienia wolności, po odwołaniu został zmniejszony do 15 lat, cztery lata i sześć miesięcy dostał ojciec Agnieszki, a dwa lata w zawieszeniu na cztery lata jej matka. Antoni P. ze względu na stan zdrowia (postępująca astma) po kilku miesiącach opuścił więzienie. Marcin w jednoosobowej celi spędził osiem lat. Dziś przebywa na wolności.

Źródło

https://kobieta.onet.pl/

https://radom.wyborcza.pl/

Exit mobile version